Zanim się pojawiłeś

„Zanim się pojawiłeś” przeczytałem w sumie przypadkiem. Zaczęło się od zapowiedzi filmu, na którą natknąłem się gdzieś w sieci. Ta zaś wzbudziła moje zainteresowanie jedynie z powodu Emilii Clarke, która gra w nim rolę pierwszoplanowej bohaterki. Dodatkowym smaczkiem był zaś fakt, że jednym z głównych bohaterów jest gość na wózku. Ot, romansidło jakich wiele, które wybiło się do mainstreamu i doczekało się ekranizacji, pomyślałem (ekranizacji moim zdaniem bardzo słabej, ale to temat na kiedy indziej).
Jako że filmu jeszcze w kinach nie było, postanowiłem rzucić okiem na książkę. Oczekiwałem że odpadnę już przy pierwszym rozdziale, ale z każdą stroną robiło się coraz ciekawiej. No i doczytałem do końca.

Zwykle lubię spisywać wrażenia po przeczytaniu na gorąco, z tą książką było jednak inaczej i potrzebowałem trochę czasu żeby uporządkować rozbiegane myśli. Jeśli spodziewasz się, drogi czytelniku, fajnej i lekkiej w odbiorze lektury, to będziesz nieco rozczarowany. Ta książka dosyć mocno szarpie emocje, i pewnie bedziesz o niej myślał jeszcze przez jakiś czas.

Rzeczą którą uważam ze swojej perspektywy za interesującą jest sposób w jaki przedstawiona jest w książce niepełnosprawność (hej, w tym temacie jestem ekspertem). Autorka nie zsuwa jej na drugi plan pod hasłem prawdziwa miłość przezwycięży wszystko, i może skupmy się na tym co fajne. Nie, zamiast tego serwuje bardzo realistyczny obraz świata widziany oczami faceta na wózku. Ba, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że książka ta stanowi całkiem niezłą instrukcję obsługi tetraplegika. Mocno mnie to zaciekawiło, bo jakim cudem kobitka pisząca romanse umieściła w swojej książce tyle wiedzy merytorycznej na temat tego jak działa ciało człowieka po urazie rdzenia kręgowego? Częściową odpowiedź na to pytanie znalazłem w tym wywiadzie, gdzie Jojo wspomina, że dużą część wiedzy wyniosła z własnych doświadczeń związanych z opieką przewlekle chorym członkiem rodziny.

Żeby nie było za kolorowo, w książce zdarzają się też babole, jak na przykład ten:

Dowiedziałam się, że uszkodzenie rdzenia C4/5 jest dużo gorsze niż C11/12 – większość ludzi z takim uszkodzeniem mogła poruszać ramionami i górną połową ciała.

O ile odcinek C4-C5 posiadamy, to C11-C12 już nie. Literka C nie stoi przed numerami kręgów przypadkowo, tylko oznacza odcinek szyjny (z angielskiego cervical region), a kręgów w odcinku szyjnym większość ssaków ma ni mniej, ni więcej, tylko 7. Tak, nawet mysz i żyrafa. Kręgi 11 i 12 – liczymy odstrony głowy – to już odcinek piersiowy (thoracic region), i ten oznacza się jako T11-T12.

Wracając do tematu książki, uważam ją za bardzo ciekawą pozycję. Szczególnie spodobało mi się zakończenie, ale nie będę się nad nim tutaj rozwodził, bo byłby to spory spoiler. Warto przeczytać, ale zdecydowanie nie jest to książka na doła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s